Wspomnienia

O wyjazdach kapeli Kędzierskich na wesela

Zapamiętałem z dzieciństwa niezwykłe dla mnie, jako dziecka wiejskiego, wczesne niedzielne poranki. Wtedy to na podwórko, przed dom, wjeżdżała kolorowa furmanka, a mamunia budziła nas i ponaglała, by szybko się ubrać, bo „zaraz będzie grał tatunio z muzykantami jadącymi na wesele”. Pamiętam ten wóz umajony zielonymi gałązkami, z dwoma siedzeniami, przykrytymi pasiastymi, kolorowymi dywanami. Pamiętam też parę koni przybraną barwnymi kwiatami z różnokolorowej bibuły i fruwającymi wstążkami.

Najczęściej, jak się potem dowiedziałam, powoził furmanką ojciec pana młodego, bo to on z żeniącym się synem zamawiał – nierzadko rok wcześniej – kapelę Kędzierskich na wesele. Przyjeżdżał wtedy w dniu wesela po tatunia i stryjów; Walka lub Janka. Obaj byli doskonałymi harmonistami i w zależności od sytuacji, grywali z tatuniem wymiennie.

Następnie w kuchni po krótkim, zakrapianym posiłku, na którym składały się kiełbasa, kaszanka i placek weselny, muzykanci zaczynali się zgrywać. Wówczas to w naszej chałupie rozbrzmiewały różne marsze, obery i dokonywano wszelkich formalnych ustaleń. Następnie, z pięknym graniem, kapela wyjeżdżała na wesele. Ludzie ze wsi wychodzili na drogę i stali tak długo, aż umilkły dochodzące z oddali dźwięki muzyki. Były to dla mnie niezapomniane chwile, na które zawsze czekałam z utęsknieniem.

Kapela Kędzierskich była wówczas słynna w całej okolicy, a młodzi często dostosowywali swój ślub i wesele do jej wolnych terminów. W późniejszych latach, kiedy tatunio ze względu na stan zdrowia przestał grać, ze stryjami grał na skrzypcach Józef Papis, zwany Owczarkiem. Jednakże, w sytuacjach awaryjnych, tatunio i później wspierał kapelę swoją grą – nierzadko kosztem własnego zdrowia, a ku niezadowoleniu mamuni. Wspominał też często ogrywane ze stryjem Jankiem Kędzierskim wesela i zabawy, bowiem, jak twierdził, z nim grało mu się najlepiej.

Kędzierskie, Kędzierskie, moja famielijo
Jako una duzo, mój Boze jak i jo.

Kędzierskie, Kędzierskie, dużo wos na świecie,
Siedymdziesiąt siedym, w przysuskim powiecie.

Kędzierskie, Kędzierskie, duży ród, duży ród,
Nie pili gorzołki, ino miód, ino miód.

Kędzierskie, Kędzierskie, same muzykanty
Ładnie wygrywały, a rdzuchowskie kuranty.

Rdzuchowie, Rdzuchowie, ty marna wiosecko,
Zeby nie te piochy, byłoby miastecko.

Zeby nie te piochy, zeby nie te doły,
Byłyby tu downo kamienice stoły.

Żeby tyn parowóz pokrzywami zarósł,
co nas ze Rdzuchowa po tym świecie rozniósł.