Strug o Kędzierskim

Muzykę okolic Przysuchy usłyszałem za poduszczeniem prof. Bieńkowskiego na początku lat 90. Pierwej z nagrań, później na żywo w Przystałowicach Małych. Nagrania zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie, że podczas wspólnej lektury musiałem opuścić salę projekcyjną, by się przy zgromadzonych nie rozpłakać. Była to zarejestrowana przez profesora w połowie lat 80. sytuacja muzyczna w rodzinnym domu Kędzierskich w Sadach. Wirtuozi grający nutę tak archaiczną i wyrafinowaną zarazem, że wszystko, co słyszałem dotychczas w muzyce skrzypcowej – tej pańskiej i tej ludowej – w momencie uległo weryfikacji. Była to niezwykła lektura liryczna w chropawej, niekłamanej formule muzyków kochających własną nutę plemienną.

Spóźniliśmy się. Dojechaliśmy w tamte strony jesienią 1993, rok po śmierci Józefa Kędzierskiego. Poznałem braci Gaców i wielu innych skrzypków z okolicznych wsi. Większość z nich była, bezpośrednio lub pośrednio, uczniami Kędzierskich – bez przesady można powiedzieć, że tamtejszą nutę skrzypcową ufundował jeden muzyczny klan. Ale nikt nie mógł – moim zdaniem – równać się z Józefem Kędzierskim.

Gdy po latach dwaj młodzi adepci sztuki kajockiej – Antek Hasso-Agopsowicz i Witek Wojciechowski – wyszli z propozycją upamiętnienia Józefa Kędzierskiego, przyłączyłem się do działań. Moja rola sprowadzała się do tego, że zaprosiłem do przedsięwzięcia Dorotę Murzynowską i Marcina Żytomirskiego z Domu Tańca oraz Andrzeja i Małgorzatę Bieńkowskich z fundacji Muzyka Odnaleziona. I rzuciłem pomysł, by powstało coś w rodzaju „żywego pomnika wirtualnego”. W przeciwieństwie do tradycyjnych muzyków Europy południowo-wschodniej i Bliskiego Wschodu, nasi wirtuozi śpiewu czy skrzypiec nie mają swoich stron internetowych, ani kont na portalach społecznościowych. To robota dla młodych.

Zamiast włóczyć się po warsztatach trzeciej ręki, pożal się Boże festiwalach i innych oficjałkach, zamiast zamykać się w młodzieżowych gettach – najwyższa pora zająć się tymi, od których mamy owe skarby. Większość z nich już nie żyje, ale to nie znaczy, że mamy przejść nad ich mogiłami obojętnie. Jesteśmy im to winni, ale też sobie i tym, którzy przyjdą po nas. Jeżeli naprawdę kochasz tę muzykę, okaż to nie na za przeproszeniem scenie, a w życiu. Starsi potrzebują obecności, zainteresowania, pomocy, a ci którzy odfrunęli – pamięci. Jedź, byś się nie spóźnił jak my wówczas.

Adam Strug